mery

obecność nieobecności

Beata ma wytatuowane Saudade gdzieś w okolicach kostki. Idziemy przez wysuszone gorącym latem trawy, obok jednej z łemkowskich chyż, zerkam na ten napis. Saudade wytatuowałam sobie więc i ja, tylko w głowie. A dziś jest dość dobry dzień na próbę opowiedzenia, co to takiego jest. To na pewno coś, czego nie ma.

Siorbnij łyczka Portady i przejdźmy dalej.

Według osób władających językiem portugalskim, Saudade nie da się przetłumaczyć jednym słowem na jakikolwiek inny język. To rodzaj złożonej nostalgicznej emocji, która wyraża się poprzez odczuwanie mieszanki tęsknoty, braku i chyba pragnienia niemożliwego do spełnienia. To podobno część tożsamości Portugalczyków.

Podobno, bo mam wrażenie że to uczucie nie jest zarezerwowane dla pewnej elity kulturowej, raczej rozstawione gdzieś pomiędzy wyciem wilka do księżyca, a nieobecnym wpatrywaniem się w horyzont, jest bliskie każdemu.

Musimy cofnąć się na chwilę do czasów świetności portugalskich żeglarzy. Odkrywanie nieznanych krain, walka z żywiołem i kolonizowanie innych kultur, to ciężka fucha. Ale fuchą zdecydowanie najcięższą jest przebywanie z daleka od tego, co ważne. Wystarczy mieć tróję z Empatii, aby móc wyobrazić sobie, że tęsknotę w tym układzie odczuwał każdy. I każdy inaczej. To Saudade. To czasy dystansu, niewiedzy i wyczekiwania. Żony odczuwały Saudade inaczej, matki inaczej, a dzieciaki jeszcze inaczej. Żeglarze musieli tęsknić za najdroższymi ludźmi, ale na pewno nie tylko. Bo tęsknić można nie tylko do kogoś, do czegoś, ale też do tego, co nigdy się nie zdarzy. Coś nas czasem omija, bezpowrotnie.

Saudade to na pewno swędzący niepokój wewnętrzny i wołanie za czymś, co nie zawsze jest możliwe do nazwania. To też skomplikowana mapa wspomnień, która znajduje się w naszych udekorowanych, mniej lub bardziej kiczowato, wnętrzach. Spirala wspomnień, w której kotłuje się to, co było miłe i co było złe. Yin-yang śladów pamięci. Przeszłość przepycha się łokciami z przyszłością.

Od Saudade nie bardzo jest jak się uwolnić. I też nie ma takich wskazań. Bo po co uciekać od tęsknoty. Ona i tak w swoim tempie dogoni każdego. Tęsknić w końcu można za wszystkim. Za człowiekiem, za zapachem, dźwiękiem, miejscem, smakiem, widokiem, dotykiem, za rzeczami prozaicznie kretyńskimi, za rzeczami najważniejszymi, a nawet za tym, czego nie ma, albo było i nie wróci. Leży więc trochę poza czasem i poza przestrzenią.

Saudade ciężko zwerbalizować, stąd portugalskie Fado przychodzi z pomocą. Nic dziwnego, że literatura, sztuka również zauroczyły się w tym motywie. Temat kumają bardzo dobrze Brazylijczycy, Angolanie i Republika Zielonego Przylądku. W Brazylii jest nawet Święto Saudade, obchodzone w styczniu. Ale oni klaszczą przy codziennych zachodach słońca, więc co by nie mieli świętować dnia nostalgii, utopii i tęsknoty.

Saudade to uczucie, które wraca do nas za każdym razem, gdy przeglądamy zdjęcia z dzieciństwa i gdy zorientujemy się, że mama już nigdy nie ugotuje tej dziwacznej zupy kalafiorowej i kiedy zapominamy jak pachniała skóra ukochanego człowieka. To poczucie niewykorzystanego potencjału i zmarnowanej waluty czasu.

Saudade jest jednak dwubiegunowe. Wyraża szczęście i wdzięczność w stronę tego, co się przydarzyło. W stronę tego, co się nie wydarzyło rozżalenie.

Czujesz je kiedy trącasz ramieniem o tłumy ludzi, za często wchodzisz na drzwi, dzielisz włos na czworo i niepokojąco nie wiesz co dalej w Twoim świecie się wydarzy.

Tęsknotę odczuwa się całym sobą, a Saudade podobno sercem.

Tak sobie wyobrażam Saudade, ale to nie oznacza, że Saudade tym jest.

Wyobrażam sobie też, że tak jak każdy ma jakiegoś kota, tak ma swoje Saudade. Codziennie lub od święta.