mery

#bangkok

z perspektywy wysokości krawężnika

Pracownicy lotniska leżą w cieniu. Tylko kilku przepisuje ręcznie nasze dane z paszportów do komputerów. Wymieniamy kasę w kantorze, kupujemy sprawnie kartę i wsiadamy do metra. Łał, ale zimno. Szaleją tu z klimą. Schodzi nawet do siedemnastu stopni, podczas gdy na zewnątrz zderzamy się z duszącym czterdziestostopniowym gorącem. Włożyłam na siebie bluzę, której miałam nigdy nie wyciągać z plecaka. Okazało się, że będę ją wyciągać przy każdym przejeździe, obwiązując szczelnie buffkę wokół szyi. Co z tego, Mysza i tak dostał intensywnego zapalenia gardła, a ja pęcherza. Bangkok, Ty wariacie.