mery

tamtędy wędrują okręty i lewiatan w nim igra

Mieszkamy u Diany. Dom jest pomarańczowy, podłogi czerwone, a trawa bez zaskoczeń – zielona. W domu mieszkamy my i jakieś dwadzieścia tuzinów mrówek. Żyjemy w zgodzie i nie przeszkadzamy sobie za bardzo, tylko czasem zdarzają się drobne awantury, jak w każdej rodzinie. Mamy trzy psy, które towarzyszą nam na każdym spacerze, choćby trasą było przejście od hamaku po sok. No i mamy też białego konia, nazywa się Diva, czuje się ostatnimi dniami słabo, czekamy na wizytę weterynarza. Od oceanu dzieli nas pięćdziesiąt metrów i stumetrowy klif, a od starego portu, stara droga. Ananas w ogródku dojrzewał dwadzieścia miesięcy, po to aby wreszcie osiągnąć dorosłość i przez pięć minut zajadania sprawić nam frajdę. Nadciąga deszcz, ale to całkiem zwyczajne. Za dwadzieścia minut pójdziemy się pokąpać, w miejscu w którym pięćdziesiąt lat temu odławiano ubite przez ludzi wieloryby.

Kiedyś była tutaj piękna winnica dziadka Diany.

Winnicy dziś nie ma, jest za to odklejony od rzeczywistości projekt mieszkalny i wspaniały domek z kamienia po dziadku. Mieszka w nim dzisiaj muzyk z dziewczyną, znajomy Diany. Gdyby nie zapalone wieczorami lampki w oknach, nie wiedzielibyśmy że tam są. Z oceanem się nie kolegują, choć ich okna wychodzą wprost na ogrom granatowej wody.

Przeskakujemy każdego dnia wysokie ogrodzenie z brył powulkanicznych, a za nami psy, choć w kieszeni pobrzmiewa klucz do bramki. Przekomarzamy się, ile jest łódek w oddali, czy fale są wysokie, o to, kto zobaczył z oddali delfiny, a kto płetwonurków i rozpoczynamy spacer.

Tobiasz niemal siedzi na naszych łydkach przy każdym postoju i również się rozgląda. Jest przywódcą ferajny tutejszych psów, dominujący, egoistyczny, złośliwy, no ale nasz. Idziemy ubitą drogą, subtelnie witamy się z miejscowymi, Tobiasz sika wszędzie gdzie się da, a nam z tego powodu zapalają się policzki na czerwono.

Dochodzimy do starego portu, większość wioski spędza tutaj swoje wieczory. Woda, mimo wrześniowej pory, wciąż jest przyjemna i orzeźwiająca. Dzień się już skończył, żegnamy słonce, witamy wieczór i poddajemy się łagodnym dziś bałwanom morskim, wpadającym do naturalnego basenu pomiędzy skałami.

Port, w którym kąpiemy się teraz wszyscy, to port w Capelas, z którego wcale nie tak dawno odławiano ubite przez ludzi wieloryby. Po pobliskiej fabryce Poços zostały fundamenty, komin i stara rampa, dzięki której podnoszono wielotonowe zwierzęta z wody. W fabryce oprawiano mięso, miażdżono kości wieloryba, przetwarzane później na mąkę, przetwarzano także olej, który służył ludziom do żarcia, a nawet jako lubrykant do instrumentów muzycznych. W zasadzie przede wszystkim chodziło o olej z wieloryba, to był towar “na czasie”, który przynosił największe zyski, dopóki nie odszedł do lamusa, z uwagi na odkrycie taniego oleju roślinnego.

Fabryka wspaniale prosperowała pod koniec połowy XX wieku. Świadomość, że ubijanie kaszalotów jest bezsensowne przyszła bardzo późno, fabrykę zamknięto w latach siedemdziesiątych. Aczkolwiek dopiero w 1984 wprowadzono oficjalny zakaz polowania na wieloryby na Azorach. Jest to jednak część kultury wyspiarskiej (nie zapominajmy, że wciąż w wielu miejscach na ziemi praktykuje się polowania na wieloryby, jako element wieloletniej tradycji, na przykład w indonezyjskiej wiosce Lamalera, gdzie powoli wkradać zaczyna się komercja, ale też jako element bestialskiej bezczelności japończyków, którzy ubijają wieloryby na wielką skalę*). Azorczycy nie wstydzą się swojej historii, w wielu lokalach zobaczyć można stare zdjęcia polujących krewnych i pokaźnych wielorybów. Krążą z ust do ust opowieści o łowach, a niskie i szerokie na kilka metrów okna, które pomagały w wypatrywaniu na horyzoncie wielorybów, wciąż zdobią większość miejscowych domów, w tym Diany.

Pokracznym szczęściem w nieszczęściu można nazwać fakt przeniesienia się z ubijania cudownych morskich gigantów na turystykę i ich obserwację. Przyznam, że zakłócać ich spokój przyjechaliśmy tak naprawdę i my, z marzeniem zobaczenia ich w naturalnym środowisku. Ale o tym kiedy indziej.

*na podstawie raportów Międzynarodowej Komisji Wielorybniczej