mery

#ananasysaszlachetniejszeodludzi

tamtędy wędrują okręty i lewiatan w nim igra

Mieszkamy u Diany. Dom jest pomarańczowy, podłogi czerwone, a trawa bez zaskoczeń - zielona. W domu mieszkamy my i jakieś dwadzieścia tuzinów mrówek. Żyjemy w zgodzie i nie przeszkadzamy sobie za bardzo, tylko czasem zdarzają się drobne awantury, jak w każdej rodzinie. Mamy trzy psy, które towarzyszą nam na każdym spacerze, choćby trasą było przejście od hamaku po sok. No i mamy też białego konia, nazywa się Diva, czuje się ostatnimi dniami słabo, czekamy na wizytę weterynarza. Od oceanu dzieli nas pięćdziesiąt metrów i stumetrowy klif, a od starego portu, stara droga. Ananas w ogródku dojrzewał dwadzieścia miesięcy, po to aby wreszcie osiągnąć dorosłość i przez pięć minut zajadania sprawić nam frajdę. Nadciąga deszcz, ale to całkiem zwyczajne. Za dwadzieścia minut pójdziemy się pokąpać, w miejscu w którym pięćdziesiąt lat temu odławiano ubite przez ludzi wieloryby.