mery

#lizbona

jedną nogą w mieszkaniu, a drugą już na ulicy

Lizbona śmierdzi, a mętne osobistości kręcą się na każdym skrzyżowaniu ulic. Poza tym, jest miastem moich marzeń. Kolorowa, pokracznie przytulna i wymagająca. Jest jak duży labirynt dla dorosłych, do którego za wstęp trzeba zapłacić tylko tyle, ile któraś z linii lotniczych tego od Ciebie wymaga. Można plątać się po niej niby w nieskończoność, ale kiedyś kolana wysiądą na tych fantazyjnie stromych uliczkach. Lizbona ma wszystko to, co w dużych miastach można szanować. Świetną architekturę, klimatyczne miejsca spotkań z najpiękniejszymi widokami, szeroki wybór kuchni w knajpach, bary na dachach i leży nad rzeką, która jak się dobrze wkręcisz wygląda jak ocean. A ten prawdziwy jest tuż obok, co daje nam wspaniałe plaże już niecałe piętnaście minut jazdy pociągiem od centrum. Dorzućmy do tego mieszankę kulturową, muzykę na żywo na każdym kroku i przystawkę w postaci lokalnego sera z dżemem z pomidorów w Taberna Portuguese - lista spełnionych marzeń się chwilowo kończy.